sobota, 17 grudnia 2016

Brat bliźniak

Witam.
Przeglądając ostatnio Internet znalazłam zdjęcie przypominające nasz dworzec radziwiłłowski. 
Dla lepszego oglądu najpierw przypomnę jeszcze nasz dworzec.

Dworzec w Radzwiwiłłowie 1945 rok. 

Poniżej łudząco podobny - brat bliźniak.

Znalezione obrazy dla zapytania dworzec pkp szymanów
Stary dworzec w Szymanowie.

Powyższy dworzec został wybudowany w Szymanowie na trasie kolei z Warszawy do Sochaczewa. Został on niestety zniszczony przez Niemców 17 stycznia 1945 roku. Informację o tym dworcu znalazłam na stronie bazakolejowa.pl

Obydwa powyższe dworce oraz kilka innych, które wymienię poniżej, zaprojektował urodzony w 1882 roku w Łodzi Romuald Miller. Był on jak podaje Wikipedia architektem i naczelnikiem wydziału budownictwa warszawskiej PKP.

Romuald Miller zaprojektował jeszcze jedną parę bliźniaczych dworców- w Kole i w Koninie. Niestety, ten koniński dworzec też nie przetrwał do dziś.


Budynek dworca w Kole.


Stary budynek dworca w Koninie.

Romuald Miller zaprojektował też znane nam bliżej dworce w Żyrardowie, Grodzisku Mazowieckim, Pruszkowie, ale też w Gdyni, Lublinie, Aleksandrowie Kujawskim. 
Był projektantem wielu kamienic i gmachów. Pochowany jest w alei zasłużonych na warszawskich Powązkach.

W wątku o bliźniakach wypada jeszcze wspomnieć o innym Radziwiłłowie. Już w 1726 roku istniała tu parafia pod wezwaniem Siedmiu Boleści Najświętszej Marii Panny.

Radziwiłłów, 1998 r. Kościół pw. Siedmiu Boleści Najświętszej Marii Panny
z lat 1933-1934 fundacji Józefa Nagrodzkiego, właściciela majątku Siestratyn.
Obecnie cerkiew prawosławna. Fot. Leon Popek.

Cytując ze strony www.wolhynia.pl "Wg Synodu łuckiego Kościół ten z 1726 r. wymieniony był wśród kościołów zniszczonych. Nowa erekcja z 16.01.1731 r. przez księcia Aleksandra Lubomirskiego (w księgach krzmienieckich z 28.06.1735 r. datowany był akt erekcyjny). Nowy kościół, drewniany, wybudowany został w 1760 r. przez ks. Pawła Moklaka. Po pożarze odbudowany (drewniany) w roku 1841, pozostał pod opieką ks. Stanisława Sagatowskiego. Józef Nagrodzki, właściciel Siestratyna, ostatnią wolę zmarłego wuja Bolesława Jankowskiego spełnił i w latach 1933-34 zbudował kościół murowany. Parafia w 1938 r. liczyła 2100 wiernych. Kaplice: drewniana, zbudowana w 1830 r., odbudowana przez Bolesława Jankowskiego, w roku 1933 powiększona i na cmentarzu również drewniana. Ostatnim proboszczem był ks. Mikołaj Brodecki; ur. w 1895 r., wyśw. w 1919r., zm. w 1949 r.
Do parafii należały następujące miejscowości: Radziwiłłów, Bałki, Batków, Baszarówka, Bugajówka, Gaje Lewiatyńskie, Kopanie, Krzyże, Lewiatyn, Oparysy, Pereniatyn, Podzamcze, Sarnowa, Siestratyn, Srebrno, Stojanówka, Suchodoły, Wola Piłsudskiego.
Obecnie kościół znajduje się w dobrym stanie. Decyzją rówieńskiej obwodowej rady nr 03586 z dn. 2.08.1946 r. został przeznaczony na działalność kulturalną. Jest w nim szkoła sportowa.
Na cmentarzu parafialnym zachowało się wiele polskich grobów, m.in. zbiorowa mogiła powstańców z 1863 roku. Kaplice zniszczone po 1945 r."

Ten Radziwiłłów był miastem znajdującym się w powiecie dubieńskim, w dawnym województwie wołyńskim... W latach 1564-1940 nazywał się Radziwiłłów, później w latach 1940-1993 miał poprawną ówcześnie polityczną nazwę Czerwonoarmiejsk. Obecnie znajduje się w powiecie Rówieńskim na Ukrainie. Dla zainteresowanych link do Wikipedii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Radziwi%C5%82%C5%82%C3%B3w_(miasto)

Poniżej znalezione w Internecie pocztówki ze starego wołyńskiego Radziwiłowa.

Radziwiłłów, miasto, 1914 r. Fragment miasta z apteką.
Pocztówka rosyjska. Ze zbiorów Tadeusza Marcinkowskiego.

Radziwiłłów, 1915 r. Ul. Kolejowa.
Pocztówka rosyjska. Ze zbiorów Tadeusza Marcinkowskiego.

Co ciekawe nasz Radziwiłłów Mazowiecki i ten wołyński były miejscem walk w czasie powstania styczniowego. Nasz Radziwiłłów był bardziej punktem komunikacyjnym, a potyczki odbywały się za Bartnikami, w Joachimowie i okolicznych lasach. Tam na Wołyniu, dnia 2 lipca 1863 roku miało miejsce duże starcie, które zakończyło się niestety klęską powstańców. Generał Józef Wysocki miał zamiar rozniecić powstanie na Ukrainie. Niestety mimo przewagi liczebnej - dysponował 1000 ludzi, jego atak został odparty i powstanie nie objęło Ukrainy... 

Szukając braci, nie koniecznie bliźniaków, mamy jeszcze Radziwiłłów w w powiecie ostrowskim, w województwie wielkopolskim...

Tak to się stało, że z dwóch bliźniaczych dworców w Radziwiłłowie i Szymanowie, przetrwał nasz. Z dwóch bliźniaczych dworców w Koninie i Kole też przetrwał jeden. Jeśli zaś chodzi o miejscowości i parafie Radziwiłłów, to kiedyś był w Polsce starszy brat. Obecnie w Polsce został tylko nasz - z przydomkiem Mazowiecki i z nową parafią, jakby powstałą po upadku tamtej wołyńskiej...
Tyle na dzisiaj.
Ewa

niedziela, 13 listopada 2016

Mapa Archi Dyecezyi Warszawskiej ułożona przez X. Bernarda Gratowskiego Kapucyna w Zakroczymiu 1887 r.

Witam.
Znalazłam ostatnio ciekawą mapę. Jest to "Mapa Archi Dyecezyi Warszawskiej ułożona przez X. Bernarda Gratowskiego Kapucyna w Zakroczymiu 1887 r." dedykowana "Exccelencyi Jaśnie Wielmożnemu i Najprzewielebniejszemu Xiędzu Wincentemu Teofilowi Chościak Popielowi Arcybiskupowi Archi-Dyecezyi Warszawskiej Doktorowi ?-tej Teologii Kawalerowi Ord. S-ej Anny i S-go Stanisława 1-ej Klassy Ofiaruje najniższy sługa X.B.G.K." Mapa zawiera też wykaz znajdujących się w jej obszarze kościołów, klasztorów, kościołów przyklasztornych i kaplic ze wskazaniem, w jakim dekanacie się znajdują, gdzie znajdują się filie i klasztory.
Na mapie mamy Radziwiłłów, ale zaznaczony tylko jako stacja drogi żelaznej. Nie zostały naniesione miejscowości Bartniki i Grabina. Było tak prawdopodobnie, aby nie tracić czytelności mapy. Nie było jeszcze wówczas kościoła w Bartnikach, więc nasi mieszkańcy przynależeli do parafii w Bolimowie. Liczbę parafian w Bolimowie oszacowano na 4540 osób. Bolimów należał do guberni warszawskiej, dekanat łowicki, stacja pocztowa w Łowiczu. Sąsiednie Skierniewice miały już swój dekanat skierniewicki, Wiskitki grodziski, a Szymanów dekanat sochaczewski. 
W sąsiedztwie Radziwiłłowa znajduje się Puszcza Korabiewska - obecnie Puszcza Mariańska, w której wyszczególniono istnienie mariańskiego kościoła pozakonnego. Natomiast w sąsiednich Miedniewicach zaznaczono kościół pozakonny reformacki. Oczywiście wiadomo, że klasztor w owym czasie już nie funkcjonował, jako skutek represji po powstaniu styczniowym. W Żyrardowie istniała kaplica ówcześnie kaplica będąca filią kościoła w Wiskitkach. Co ciekawe Żyrardów nie jest wówczas tożsamy z Rudą Guzowską, w której znajdowała się stacja kolejowa. W Żyrardowie była wówczas kaplica będąca podobnie jak kaplica w Guzowie podległa parafii w Wiskitkach. Co ciekawe, dzięki tej osadzie w Żyrardowie parafia w Wiskitkach była po Warszawie i Łodzi najliczebniejsza. Liczyła ona 18680 parafian. 
Na mapie tej rzeka Rawka podpisana jest jako Rawa czyli Bolimowka.

Mapę zamieszczam jako ciekawostkę. Dotyczy ona głównie analizy diecezji pod kątem kościelnym, ale naniesiono na niej główne drogi, koleje i rzeki i nazwy wsi, które dzisiaj stanowią część Warszawy.
Tyle na dzisiaj. Ewa

wtorek, 5 lipca 2016

100 lat szkolnictwa w naszych wioskach.

Witam.
W dniach 20 i 21 maja 2016 roku w Zespole Szkolno -Gimnazjalnych im. Jana Kwiecińskiego w Bartnikach odbyły się uroczystości jubileuszowe z okazji 100-lecia szkolnictwa na terenie Bartnik, Grabiny i Radziwiłłowa.
Za początek szkolnictwa na tym obszarze uznaje się datę związaną z utworzeniem w dniu 19 kwietnia 1916 roku Jednoklasowej Powszechnej Szkoły w Bartnikach. Nauczycielem tej szkoły był właśnie Jan Kwieciński.
W czasie uroczystości szkolnych na wystawie dotyczącej historii szkoły sfotografowałam dokument datowany 19 kwietnia 1916 roku o treści następującej:

" Cesarsko Niemiecki Zarządca Okręgu Łowickiego 
 Nr 1062                                                                                                Łowicz 19-tego.  Kwietnia 1916
Na piśmienne podanie pańskie z dnia 12 b.m. oraz osobiste przedstawienie się donosi się, że pan jako nauczyciel przy szkole w Bartnikach odemnie odwołalnie zostaje zatwierdzony.
Posada jest ważna od dnia rozpoczęcia nauki.
Podpis

Do nauczyciela
pana Jana Kwiecińskiego
w Bartnikach
gminy Bolimów"

Dokument z 1916 z informacją o mianowaniu Jana Kwiecińskiego na nauczyciela szkoły w Bartnikach.

Wydaje się, że to tym dokumentem potwierdzono rozpoczęcie działalności pierwszej szkoły w Bartnikach. Dokument ten jest prawie cały w języku polskim, oprócz danych nadawcy i daty, które są w języku niemieckim. To trochę smutne, że Rosjanie okupując te ziemie około 120 lat nie zezwolili na utworzenie na tym terenie szkoły. Niemcy po ustąpieniu Rosjan też zapewne nie uczynili tego bezinteresownie. Być może był to element walki politycznej mającej przedstawić nowego okupanta w lepszym świetle niż ten poprzedni.
Polska wieś nie miała w okresie zaborów szans na dobrą szkołę. W okolicznych wioskach z gminy Puszcza Mariańska powstały jeszcze przed utratą niepodległości, w latach 1776-1780 jednoklasowe szkoły w Gzdowie, Łajszczewie Starym, Michałowie, Studzieńcu i Puszczy Mariańskiej. W Puszczy utworzono w 1834 roku szkołę przyklasztorną o rozszerzonym programie nauczania. Niestety została ona zamknięta w ramach represji po powstaniu styczniowym.
Oczywiście nie można powiedzieć, że nie było żadnego nauczania w naszych wioskach. Mój pradziadek Grzegorz Mińkowski nie chodził do żadnej szkoły, a potrafił pisać i czytać po polsku i po rosyjsku. Nie był w armii carskiej, więc tam się tego nie nauczył. Dzieci mojego prapradziadka Jana, których wyrosło w Grabinie 12 uczyły się czytać od jakiejś nauczycielki, która w nieznanych mi bliżej okolicznościach "była u niego". Tylko kilkoro ostaniach z tej dwunastki doczekało się szkoły Jana Kwiecińskiego. Pozostali pisali słabo, ale czytali wystarczająco dobrze. 

Jan Kwieciński, aby zostać nauczycielem ukończył mieszczące się na Ursynowie (dzisiaj dzielnica Warszawy) prywatne seminarium nauczycielskie. Matury z tej szkoły były uznawane przez niektóre zagraniczne uniwersytety. Szkoła ta powstała w majątku przekazanym przez hrabiego Adama Krasińskiego w 1906 do bezpłatnego używania dla seminarium nauczycielskiego. 
Dla osób zainteresowanych tym seminarium zamieszczam link do biblioteki cyfrowej, w której można zapoznać się z broszurą "Wskazówki dla wstępujących do prywatnego seminarium nauczycielskiego w Ursynowie" Podano tam szczegółowo, informacje dotyczące przedmiotów nauczania, opłat, pobytu w internacie. Ciekawa publikacja. Polecam. 

http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=14231
(Proponuję inne przeglądarki niż chrome, która nie zawsze otwiera dokumenty z bibliotek cyfrowych.)
W szkole w Bartnikach pokazano również świadectwo Jana Kwiecińskiego z tego seminarium.

Świadectwo Jana Kwiecińskiego z 1914 roku.

Powyższe świadectwo wypisano w języku rosyjskim i polskim. Jego treść jest następująca:

"Prywatne Męskie Seminarium dla Nauczycieli Ludowych w Ursynowie (Powiat Warszawski)
Świadectwo
Kwieciński Jan
urodzony 15 lutego 1894r
wyznania rz. katolickiego
przyjęty 2 września 1914 r
na zasadzie egzaminu 
na I-szy kurs Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego
w Ursynowie
uczęszczał w ciągu 4-ch lat, w roku 1914
ukończył całkowity kurs nauki i złożył egzamin ostateczny
Kwieciński Jan
sprawował się wzorowo
i wykazał postępy:"

Zapewne na drugiej stronie znajdowały się oceny, ale na chwilę obecną nie mam fotografii strony odwrotnej.

Zajęcia w tej pierwszej, oficjalnej szkole odbywały się w wynajętych izbach chłopskich, co powodowało wiele niedogodności, ale najważniejsze, że szkoła była. 

1932 lub 1933 rok, uczniowie w szkole Jana Kwiecińskiego. Nauczycielka po prawej nieustalonego imienia Pani Piątkowska.

Uczniowie szkoły Jana Kwiecińskiego 1932-1938 w czasie "prac społecznych".

W 1930 roku szkoła była pięcioklasowa i powinna mieć 6 nauczycieli - pracowało 5. Uczniowie uczyli się w 5 "wypożyczanych" izbach o łącznej powierzchni 145m2. Zapisanych do niej było 232 uczniów podzielonych na 7 oddziałów. (BJ)
W 1935 roku pozyskano od hrabiego Sobańskiego działkę pod budowę szkoły. W 1938 roku oddano budynek do użytku szkoły. W latach 1937-38 do szkoły, która przekształciła się w szkołę siedmioklasową uczęszczało około 400 uczniów. Te liczby wskazują, na bardzo dużą liczbę uczniów w jednej klasie i dużą liczbę dzieci w naszych wioskach. 

Dnia 23 marca 1964 roku otwarto nowy budynek szkolny, w którym dzieci uczą się do dziś. 

Z przodu dawny, w tle nowy budynek szkoły.

Dnia 30 września 2002 roku Zespołowi Szkolno - Gimnazjalnemu nadano imię Jana Kwiecińskiego.
W 2013 roku rozbudowano budynek szkolny i powiększył się o nową halę sportową, pracownię komputerową i kilka sal lekcyjnych. 
Dzisiaj szkoła wygląda pięknie i stanowi wizytówkę tych wiosek nie tylko w sensie zasobu materialnego, ale głównie edukacyjnego, osobowego, kulturalnego. Oby tak dalej.
Mam nadzieję, że ten post rozszerzę jeszcze i dodam więcej informacji, ale dopiero po wizycie w szkole. 
Tyle na teraz.
Ewa
  




niedziela, 24 kwietnia 2016

Czynsze, kontyngenty, obowiązkowe dostawy i podatki.

Witam.
Ten wątek chciałabym poświęcić podatkom. Nie podejmuję się tutaj przeprowadzenia analizy, czy były one relatywnie duże, czy obejmowały wszystkie dziedziny działalności "gospodarczej" rolników. Chcę przedstawić kilka informacji, jakie w toku poszukiwań genealogicznych, niejako przy okazji, znalazłam w starych zachowanych dokumentach.
Nasze wioski powstały jako osada budnicka, więc nie były pańszczyźniane, ale oczywiście szybko zostały oczynszowane. Jak już podawałam, w 1789 roku w Lustracji Województwa Rawskiego podano, iż 41 osadników, płaciło łącznie czynszu rocznie 1344 zł. Nie mam danych, czy ta kwota obejmowała tylko podatek od gospodarstwa, czy też zsumowano tutaj jeszcze podatki z młyna, karczmy i barci oraz w jakim stopniu zależał on od powierzchni gospodarstwa. Trudno mi też określić, czy to było dużym obciążeniem, dla tych świeżo upieczonych włościan, byłych budników.
Następne informacje, jakie mam dotyczą podatków po uwłaszczeniu w 1864 roku. Mam kilka dokumentów notarialnych gdzie zapisano na przykład:


"... zagroda we wsi Grabina duża, powiatu łowickiego, gminy Bolimów, o powierzchni 18 mórg i 195 prętów z serwitutami, pastwiskami i opałem, z budynkami..., z której czynsz ... zgodnie z zaświadczeniem wójta gminy Bolimów płaconym 6 rubli, 21 kopiejek na rok..." (1885 rok)

Kolejne informacje pochodzą z okresu drugiej wojny światowej. Czasy okupacji niemieckiej, to rozbudowana biurokracja. Niemcy wprowadzili na przykład kenkarty - czyli rodzaje dokumentów tożsamości, w których oprócz podstawowych danych osobowych, zawodu, były dane dotyczące wyznania, zdjęcie, własnoręczny podpis i odciski palów. Przede wszystkim należało jednak ustalić kontyngenty, a te zależały od stanu posiadania. Spisywano więc powierzchnie gospodarstw, liczbę koni... Poniżej zamieszczam dwie strony takiego rejestru ze wsi Grabina.


Fragment Rejestru stanu posiadania koni dla wsi Grabina z 1941 roku.

Kolejne dokumenty dotyczą uiszczonych kontyngentów. Mam zachowanych sporo takich pokwitowań za kontynenty dotyczące siana, słomy, ziemniaków, żywca, nasion, zboża. Dla zainteresowanych zamieszczam kilka z nich.

Poświadczenie dostawy siana i słomy z roku 1942. Grabina.

Potwierdzenie dostawy nasion siewnych - seradeli. 

Potwierdzenie dostawy zboża - żyta 1943 rok. Grabina.

Poświadczenie dostawy żywca - bydła, 1943 rok. Grabina

Zaświadczenie o sprzedaży ziemniaków 1940.

Z opowieści rodzinnych dotyczących tych czasów wiem, że próbowano oszukać Niemców. Na przykład w chwili zbioru ziemniaków, gdy na polu usypywano kopiec, wykopywano dół, aby część ziemniaków znalazła się poniżej poziomu pola. Niemiec szacował ilość ziemniaków widoczną na powierzchni i określał, ile należało dostarczyć. Nie zdawał sobie sprawy, że część ziemniaków została ukryta. Niestety nie pytałam i nie słuchałam zbyt wielu opowieści o czasach wojny. Natomiast utkwiło mi w pamięci pewne gorzkie stwierdzenie, które było porównaniem lat okupacji i pierwszych lat Polski po wojnie. Otóż Niemcy w swojej gospodarności, nie zabierali chłopom ziarna na zasiew na przyszły rok. Natomiast nowa powojenna władza, która oczywiście miała ogromne potrzeby, nie zwracała na to uwagi. Obowiązkowa dostawa - tym razem już nie nazywano tego kontyngentem - była bezlitosna i należało realizować dostawy, bez względu na zbiór w danym roku. Dla tych polskich chłopów było to przejawem niegospodarności a nie mądrego gospodarowania. Jak można zabrać ziarno na zasiew na rok przyszły? Niestety, rolnicy indywidualni nie byli mile widziani w nowym ustroju państwowym. Próbowano zachęcić ich do przekazywania ziemi "na państwo", do tworzenia spółdzielni... Szło to w Polsce raczej marnie. Znowu mam sporo dokumentów dotyczących obowiązkowych dostaw dla państwa. Mam kilkanaście druków upomnień dla chłopów, za niezrealizowane w pełni dostawy ziemniaków, żywca, zboża, mleka, jaj. Oczywiście byli też obciążeni różnymi podatkami, obowiązkowymi ubezpieczeniami budynków, a nie byli objęci, jak już kiedyś zauważyłam, darmową opieką medyczną i dla mojej prababki wystawiono rachunek za przyjazd pogotowia wystawiony kilka dni po jej śmierci...
Poniżej kilka najciekawszych pism, pisemek i ponagleń z tych czasów. 

Nakaz płatniczy na podatek wojskowy. 1845 roku.

Zaświadczenie dotyczące dostawy zbóż 1952 rok. Grabina.

Wezwanie do wykonania świadczeń rzeczowych w naturze - świadczeń drogowych - dniówek pieszych i zaprzęgowych. 1949 rok. Grabina

Wezwanie płatnicze dotyczące ubezpieczenia. 1952 rok. 


Nakaz płatniczy na podatek gruntowy. 1950 rok. Grabina.

Informacja dotycząca ubezpieczenia krowy i konia 1850 rok.


Informacja dotycząca podatku gruntowego, drogowego i składki na odbudowę Warszawy. 1850 rok. 

Podatki, kontyngenty, opłaty, cegiełki na budowę Pomnika Przyjaźni Polsko Radzieckiej. Tak było krótko po wojnie.
Dzisiaj podatek PIT, VAT... Jak w tym powiedzeniu Beniamina Franklina: 
"Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki." 
Ewa









sobota, 23 stycznia 2016

Ataki gazowe pod Bolimowem w 1915 roku.

Witam.
Przybliżając wydarzenia z okresu pierwszej wojny światowej rozgrywające się w okolicach Bolimowa zamieściłam fragmenty publikacji z tamtego okresu. Zdałam sobie natomiast sprawę, że większość znanych mi osób mieszkających w okolicy Bolimowa ma świadomość, że miały tu miejsce ataki gazowe, ale nie znają ich dat, okoliczności, strat.
Dla osób zainteresowanych tą tematyką polecam świetną, moim zdaniem, książkę Stanisława Kalińskiego "Ataki gazowe w bitwie pozycyjnej 9. Armii Niemieckiej nad Rawką i Bzurą 1914-1915". Książkę polecam, gdyż oprócz merytorycznych wiadomości zawiera dużo unikalnych fotografii.



Posiłkując się wiadomościami z tej książki zamieszczam krótkie kalendarium z tych wydarzeń. 

Poniższe wydarzenia były udziałem 9. Armii Niemieckiej na ziemiach polskich: 
  • 17-25 grudnia 1914 - bitwa pod Łodzią.
  • 6 grudnia 1914 - zajęcie Łodzi przez 9. Armię Niemiecką,
  • 17 grudnia 1914 - zajęcie Łowicza przez I Korpus Rezerwowy
Stary dworzec w Łowiczu.
  • 18 grudnia 1914 - zdobycie przyczółka w rejonie Kozłowa Szlacheckiego,
  • 20 grudnia 1914 - szturm Dołowatki i Kurabki,
  • 21 grudnia 1914 - zdobycie Rawy Mazowieckiej,
  • 22-28 grudnia 1914 - walka na przyczółku w Kamionie nad Rawką,
  • 25 grudnia 1914- 1 stycznia 1915 - atak na Borzymów,
  • 30 grudnia 1914 - atak na linii od Mogił do Kozłowa Szlacheckiego.

Styczeń 1915 - pierwszy test wypuszczenia chloru z cylindrów na poligonie w Koln-Wahn

  • 2 stycznia 1915 - zajęcie wsi Mogiły i majątku Borzymów,
  • 3 stycznia 1915 - utrata Mogił,
  • 4 stycznia 1915 - odzyskanie Mogił
  • 31 stycznia 1915 - ofensywa w rejonie Humina
  • 1 lutego 1915 - drugi dzień bitwy o Humin, zdobycie majątku Wola Szydłowiecka,
  • 7 lutego 1915 - wizyta Cesarza Wilhelma II w Nieborowie,
  • 31 maja 1915 - pierwszy atak gazowy nad Rawką w rejonie Bolimowa,
  • 12 czerwca 1915 - drugi atak gazowy w rejonie Kozłowa Biskupiego,
  • 6 lipca 1915 - trzeci atak gazowy nad Rawką w rejonie Bolimowa
  • 17 lipca 1915 - opuszczenie przez Rosjan pozycji nad Rawką i Bzurą
  • 1 sierpnia 1915 - wysadzenie mostów na Wiśle przez Rosjan,
  • 5 sierpnia 1915 - 9. Armia Niemiecka wkracza do Warszawy.
Pierwszy atak gazowy na froncie wschodnim planowany był na dzień 23 maja 1915 roku i miał być przeprowadzony na odcinku Wola Szydłowiecka - Zakrzew. Przygotowania zakończono w terminie, to jest 22 maja i oczekiwano na pomyślny wiatr. Atak przełożono najpierw na dzień 24 maja, a później na 31 maja. Atak rozpoczął się w rano o 2:30 rano i w kierunku żołnierzy rosyjskich przesuwała się żółto -zielona chmura gazu. Jak podaje Stanisław Kaliński, większy podmuch wiatru popchnął gaz ponad pierwszą linią i największe straty ponieśli rosyjscy żołnierze w drugiej linii i na zapleczu.

"W okopach panika... Żołnierze, a nawet oficerowie, kładli się na ziemię, chowali do rowów i dołów, gdzie gaz tem skuteczniej ich zatruwał. Tylko nieliczne jednostki wiedzione intuicją, lub obserwujące z zimną krwią nowe zjawisko, zdołały częściowo uchronić się od działaniu gazu, włażąc na dachy chałup, lub na drzewa, gdzie jak skutecznie zauważyli, koncentracja gazu była mniejsza... "

Straty rosyjskie w czasie tego ataku szacowano podawano różnie i trudno wskazać pewne liczby. Niektóre szacunki określały je na około 9038 zatrutych i 1183 zmarłych na miejscu, ale są też inne wskazujące 7800 zatrutych, 1100 zmarłych lub 8934 zatrutych i 1101 zmarłych. Całkowite straty niemieckie tego dnia to 374 żołnierzy. 
Oczywiście atak gazowy był "dodatkiem" do ataku artyleryjskiego.

W czerwcu Niemcy przygotowywali się do kolejnego ataku gazowego. Atak planowany początkowo na 10 czerwca w oczekiwaniu na pomyślny wiatr przełożono do 12 czerwca, to wtedy w trakcie ataku wiatr zmienił kierunek i gaz wrócił w stronę stanowisk niemieckich. Zawory butli zostały wówczas zakręcone, ale ostatecznie 350 żołnierzy niemieckich wówczas zmarło od gazu. Żołnierze ci byli w prawdzie zaopatrzeni w specjalnie zabezpieczające tampony, które należało nasączyć płynem dla ochrony, ale z powodu ciepła, tampony szybko wysychały i nie zapewniły należytej ochrony. Nie znam listy zmarłych pośród tych zatrutych. Atak oczywiście później kontynuowano i znowu Rosjanie ponieśli wielkie straty. Według jednego z zanotowanych szacunków 12 czerwca zatruło się 3100 rosyjskich żołnierzy, z czego 1200 zatruło się śmiertelnie.

Kolejny gazowy atak zaplanowano na 15 czerwca, ale do niego nie doszło.
Wreszcie trzeci atak na linii Wola Szydłowiecka -Zakrzew ma ciągle zmienianą datę ze względu na wiatr i dochodzi do niego 6 lipca 1915 roku. Tutaj na linii chloru stanęło rosnące między okopami - żyto, które zatrzymało gaz. Gaz się cofnął i Niemcy zaczęli uciekać. Gaz zabił też niemieckich żołnierzy.
Jeśli idzie o straty rosyjskie, to część zatrutych żołnierzy w liczbie około 2000 przewieziono do klasztoru w Szymanowie, ale większość przewieziono do Warszawy.


Było lato, trzeba było szybko grzebać zatrutych. Powstawały wielkie hałdy - mogiły w okolicznych wioskach. Niektóre w okresie dwudziestolecia międzywojennego przybrały formę dość dostojną, jak mogiła w Huminie, a niektóre wyglądają dzisiaj jak niepozorne pagórki, na których chyli się jeszcze jakiś, coraz mniejszy krzyż. Kiedy byłam mała zawsze grozą napawały mnie te mogiły w Miedniewicach, na których ja pamiętałam dwa krzyże, jeden był prawosławny... Kiedy ostatnio tamtędy przejeżdżałam, to tak jak mój ojciec kiedyś, opowiadałam o tej mogile moim dzieciom. Tylko dzisiaj te mogiły jakoś mi zmalały, porosły krzakami...

Dnia 17 lipca 1915 roku Rosjanie wycofali się z rejonu Bolimowa i Rawki. Przy tej okazji Rosjanie zabrali też wiele cennych dokumentów, które według wiedzy polskich archiwistów mają w swoich archiwach zamknięte do dziś. Raczej nie ma nadziei na ich odzyskanie... 

Ewa

sobota, 12 grudnia 2015

Nasze Kapliczki

Witam.
Wątek emigracji do Ameryki zaowocował zakupem książki "Listy emigrantów z Brazylii i Stanów Zjednoczonych 1890-1891". Lektura świetna i do wątku emigracyjnego powrócę, gdy przeczytam całą książkę.
Dzisiaj mogę wreszcie zaprezentować nasze kapliczki. Możliwe, że dla współczesnych młodych ludzi stanowią one jakiś folklorystyczny element krajobrazu wioski. Inaczej to wyglądało dawniej. Dawniej kapliczki i krzyże stawiano na rozstajach dróg, na krańcu wsi, na miejscach ważnych dla społeczności... Były miejscem, gdzie żegnano się z tym, który wioskę opuszczał, były informacją, że przeszła zaraza, ale były przede wszystkim miejscem na chwilę modlitwy. Do dzisiaj w krajobrazie wiosek w maju można zobaczyć modlące się kobiety, dzieci, czasem mężczyzn. W czasach mojego dzieciństwa obowiązkowo należało przeżegnać się przechodząc obok krzyża, czy kapliczki. Pamiętam, że moja kuzynka, żartowała, że w jej wiosce musi żegnać się na każdym skrzyżowaniu...
Dzisiaj troskę o kapliczkę i krzyż przejawiają chyba głównie starsi mieszkańcy. Oni widzą jeszcze potrzebę ich odbudowywania, przyozdabiania, a nawet fundowania nowych - jako podziękowanie za doznaną łaskę...
Mamy więc w naszych wioskach kapliczki nadrzewne, malutkie skrzyneczki z figurką, oszklone i zdobione, zarówno w centrum wioski jak i na skraju, tam, gdzie kończą się zabudowania...


Kapliczki w Grabinie i Bartnikach. 


Mamy kapliczkę słupową, chyba najcenniejszą i najstarszą, bo pochodzącą z 1861 roku, ufundowaną jak zapisano, przez Jana Czaplarskiego i Iwonę Salomon. Prosta, skromna, ale przecież piękna, świadcząca o potrzebie upamiętnienia, czego? Może ktoś wie...

Kapliczka w Bartnikach z 1861 roku.

Mamy wreszcie okazałe murowane kapliczki. Kiedyś były one wybudowane z kamienia, albo słabej cegły. Dzisiaj zostały odnowione, odbudowane z klinkieru, przez co zatraciły - moim zdaniem - swój urok naturalności i prostoty. Prawda, że ten zabieg odbudowujący sprawił, że przetrwają kolejne lata, że są jakby kontynuacją tych dawnych kapliczek, że odtwarzają poprzednią bryłę, a jednak te kamienne, pozostają świadectwem swoich czasów...
 

Kapliczki w Grabinie. Kapliczka po prawej z 1958 roku.


Kapliczka w Grabinie, czy Bartnikach, u zbiegu wiosek i można się pomylić. Jednak Bartniki.



Kapliczka w Bartnikach. 
W kapliczce po lewej umieszczono napis "PODZIĘKOWANIE MATCE PRZENAJŚWIĘTSZEJ ZA WSZYSTKIE ŁASKI KTÓRE DOZNAŁAM
DN. I.V.1857R
Za kapliczką tą stoi osobny drewniany krzyż. 
Kapliczka w Bartnikach.

W kapliczce, z boku umieszczono tablicę z napisem:
"OD POWIETRZA GŁODU OGNIA I WOJNY - ZACHOWAJ NAS PANIE 
OD NAGŁEJ NIESPODZIEWANEJ ŚMIERCI - ZACHOWAJ NAS PANIE JEZU CHRYSTE. Kapliczka odbudowana. 

Jedna z kapliczek w Grabinie, która jest mi szczególnie bliska, bo kiedyś mieszkałam w pobliżu niej była jakby podwójna. Oprócz kapliczki murowanej - obecnie wybudowanej od nowa- towarzyszy jej -podobnie jak tej w Bartnikach -osobny krzyż. Do tej pory nie zastanawiałam się nad "zasobnością" tego miejsca. Od razu pojawiają się pytania, co było pierwsze, krzyż, czy kapliczka. Dlaczego do krzyża dodano kapliczkę, czy na odwrót, co takiego miało tutaj miejsce, że zachowały się aż dwa okazałe symbole religijne w jednym miejscu. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że widząc to miejsce tysiące razy nie dostrzegłam jego wyjątkowości. Dopiero zestawienie zdjęcia z innymi kapliczkami pokazało mi jego wyjątkowość. Pierwotna kapliczka była z 1905 roku, odbudowana jest z 2001 roku.


Kapliczka w Grabinie.

Wreszcie krzyże. Budowane były zwykle na końcu i początku wsi. Czasem stawiano je w podzięce za uratowanie życia, czy otrzymane łaski. Dla mnie szczególnie bliski był krzyż w Bartnikach w pobliżu skrzyżowania z ulicą Dużą prowadzącą z Grabiny. Codzienna droga do szkoły wiodła przecież obok tego białego drewnianego krzyża. Drewno, jest piękne, ale trudno je utrzymać latami. Dzisiaj mamy tu duży krzyż metalowy, postawiony jak zapisano na tabliczce w 2002 roku. 
Na fotografii po prawej stronie krzyż, który omyłkowo przypisałam do krzyża w drodze na Grabie. Ten krzyż stoi w Budach Grabskich, podobno z lufy armatniej... To sprostowanie po słusznym komentarzu czytelnika. Krzyż pamiętał dobrze mój brat i chciał go uwiecznić. Zawiodła wymiana informacji i błędnie przypisałam go do krzyża w drodze na Grabie. 

 
Krzyż w Bartnikach.                                          Krzyż w Budach Grabskich.

Oczywiście strażacy w Grabinie mają swojego "Św. Floriana"...
Św. Florian przed remizą w Grabinie.

Kapliczki z Radziwiłowa są mi nieco mniej znane. Jedna z nich na dzisiejszej ulicy Środkowej została wybudowana na nowo w kwietniu 1996 roku posiada i krzyż i kapliczkę. Na ulicy Spacerowej mamy krzyż na skraju lasu. 

Kapliczka w Radziwiłłowie, ul. Środkowa.

Krzyż w Radziwiłłowie, ul. Spacerowa.


I na koniec kapliczka, która mnie zasmuciła. Być może ktoś, kto o nią latami dbał już odszedł, być może ucierpiała przy okazji remontu kolei. Dopiero zdjęcia uświadomiły mi, że trzeba ją ratować...
Cała konstrukcja niebezpiecznie się przechyla, cokół pękł na dwie części. Ozdoby są jeszcze obfite, ale konstrukcja zdecydowanie wymaga ratunku.

Kapliczka w Radziwiłłowie.

We wszystkich naszych dużych kapliczkach główną postacią jest Maryja i krzyż. Niektóre z nich gromadzą jeszcze mieszkańców na modlitwę, niektóre popadają w ruinę - choć z radością należy przyznać, że nieliczne- ale zawsze pozostają pamiątką po przodkach i ich religijności.

To wydaje mi się wszystkie kapliczki w Grabinie i Bartnikach.Wydaje mi się, że to już wszystkie kapliczki z Radziwiłowa, ale jeszcze muszę odwiedzić, wszystkie zakątki i ścieżki. Mam nadzieję, że już wkrótce. 
Ostatnio kupiłam "Wędrówki po gminie Puszcza Mariańska - nowa odsłona". Tam opisano najciekawsze gminne kapliczki. Jest też kilka powyższych ze wskazaniem fundatora i okoliczności powstania.
Powyższe zdjęcia wykonałam ja i mój brat. Za co mu w tym miejscu dziękuję.
Ewa







sobota, 28 listopada 2015

Do Ameryki!

Witam.
Poznałam w ogólnym zarysie życie kilku pokoleń moich bezpośrednich przodków. Żartobliwie mówię czasem, że przez dwa i pół wieku siedzieli w czterech sąsiednich parafiach: Bolimów, Szymanów, Wiskitki, Jeruzal. Ostatnio znalazłam sobie utrudnienie i jeden z moich przodków o nazwisku Jerominko (pisany też Jerominek, Herominko, Gerominko) przybył około 1818 roku na Mazowsze z Guberni Kijowskiej z wioski Szamrajiwka. Znalazłam ją wreszcie w tej guberni, w rejonie skwyrskim - 830 km od miejsca w Polsce, gdzie się ożenił. Moi siedzieli jednak raczej na jednym miejscu, ale ogromne rzesze Polaków w końcu XIX wieku zaczęły wyjeżdżać do Ameryki. Kiedyś zainteresowałam się tą tematyką, bo krewni mojego męża wyjeżdżali do Ameryki. Poznałam też historię dwóch rodzin, które wyjechały  do Brazylii w czasie tak zwanej "gorączki brazylijskiej". To są niesamowite historie, ale nie o nich chcę tutaj teraz pisać.
Chciałam dowiedzieć się, czy emigracja do Ameryki objęła też nasze wioski. Po uwłaszczeniu w 1864 roku gospodarstwa jeszcze jakoś wystarczały na wykarmienie rodzin. Mam tu swojego Rocha, który z jedenaściorga dzieci doczekał się 2 wnuków. Za 50 lat na jego gospodarstwie wychowa się u jego prawnuczki 12 dzieci. Po sąsiedzku też bywało w domach sporo dzieci. W drugiej połowie XIX wieku pogorszenie doli chłopa wynikało jeszcze z jednej przyczyny. Otóż Ameryka zaczęła sprzedawać do Europy Zachodniej swoje zboże. To był dodatkowy cios - poza przeludnieniem - który sprawił, że sytuacja na polskiej wsi uległa pogorszeniu. Do tej pory, małe gospodarstwo jeszcze jakoś wyżywiło sowich, ale z chwilą, gdy nadwyżki zboża nie dało się już sprzedać na zachód, bo zboże z Ameryki było tańsze, nie wystarczało już na utrzymanie. Niektóre dzieci chłopskie nie mogły już liczyć na własne gospodarstwo, mogli iść na służbę do pana, ale dla gospodarskiego syna była to degradacja społeczna. Niektórzy poszli do fabryki, ale to też nie było dla chłopa pożądane rozwiązanie problemu biedy. Szybko okazywało się, że w fabryce pracuje się tylko na chleb, nie można wypracować nic dla siebie. Nie wszyscy mogli zresztą pracować w  fabryce w Żyrardowie... Pozostawała Ameryka. Początki emigracji do Ameryki z ziem polskich to lata czterdzieste XIX wieku, ale wtedy wyjeżdżało jeszcze niewielu. Taka wielka emigracja zaczyna się jednak w drugiej połowie XIX wieku, gdzieś od lat 80-tych, 90-tych. Skąd  chłopi wiedzieli o Ameryce? Różnie. Niektórzy powtarzali wieści zapisane w liście jakiegoś emigranta, który zachwalał rodzinie Amerykę. Oczywiście wieści te bywały czasem dobre, czasem złe, a plotka je zwielokrotniała. Wielu chłopów spotykało na odpuście, czy jarmarku agitatorów firm świadczących usługi przewozowe. Mówili oni, że "w Brazylii nie trzeba pracować, bo chleb rośnie tam na drzewach, a owoce są w takiej obfitości, że aż gniją. Nie potrzeba również używać światła, bo jest jasno od brylantów, które leżą w ogromnych ilościach na ziemi."
Generalnie ludzie jechali z biedy, a impulsem bywał zatarg w rodzinie, brak miejsca na gospodarstwie i marzenia o wyjściu z biedy, a może bogactwie. Zjawisko to objęło najliczniej mieszkańców zaboru austriackiego i Mazowsza północnego.
Z moich ustaleń i wywiadów rodzinnych wynika, że ta wielka fala emigracji nie objęła z takim natężeniem naszych wiosek. Wiem, że młodzi mężczyźni z sąsiednich wiosek wyjeżdżali do pracy, "dorobić się" do Francji. Był to jednak wyjazd najczęściej na kilka lat. Po zarobieniu jakiejś sumy wracali i kupowali kawałek ziemi. 



Reklamy firmy "ułatwiającej" emigrację.

Jedyna rodzina, o której wiem, że pochodziła z Grabiny i młodzi mężczyźni odważyli się wyjechać do Ameryki, to rodzina Traczyków. Dla tych, którzy chcą przeszukać listy pasażerów przypływających do USA polecam stronę:
http://www.libertyellisfoundation.org/passenger
Strona jest w języku angielskim, ale po zalogowaniu, które jest darmowe, można znaleźć takie listy pasażerów:
... z 1903 roku pozycja 7 - Tomasz Traczyk, 27 lat, robotnik, Polak, z Grabiny...

 ... druga część wskazuje, że ma brata Jana Traczyka...

Obaj powyżsi Traczykowie urodzili się w Grabinie - Jan w 1868, a Tomasz w 1875 roku. Sprawdziłam na szybko w swoim drzewie genealogicznym i oczywiście są moimi dalekimi krewnymi - jak chyba połowa tych wiosek ;-)
Szukałam innych potencjalnych mieszkańców Grabiny, Bartnik czy Radziwiłłowa. Znalazłam Dwórskich, Mińkowskich, Bogusiewiczów, Michalaków, ale nie mam pewności, czy pochodzą z naszych wiosek. Miejscowości zapisane po angielsku, na podstawie tego najpierw, co usłyszał urzędnik na wyspie Ellis Island, a później odczytał indeksujący je współcześnie Amerykanin są czasem bardzo dalekie od tego, czym były w rzeczywistości. Zapisano na przykład: "Cechanof" zamiast Ciechanów, "Knapow" zamiast Kraków...
Nasza wioska nie różniła się bardzo od sąsiednich, ale pewnych przypadków emigracji poza Traczykami nie potrafię, póki co, wskazać. Może ktoś wie...
Wiem, że śmielej emigrowali młodzi ludzie z Żyrardowa, Skierniewic, Łodzi. Zwykle byli to robotnicy, którzy poza swoją siłą i fachem, nie posiadali wiele.
Ewa